Mój psychoterapeuta. Ile chcę o nim wiedzieć, a wstydzę się zapytać.

with Brak komentarzy

Ciekawość w psychoterapii

W tym wpisie pokażę ci, jak psychoanaliza rozumie ciekawość oraz możliwą podróż od pragnienia, by dowiedzieć się czegoś osobistego o terapeucie do odkrywania prawdy o sobie.

Informacje faktograficzne

To naturalne, że chcesz wiedzieć kim jest osoba, do której zwracasz się po pomoc. Ale czy chodzi tylko o suche fakty, jak wykształcenie czy doświadczenie? No jasne, że nie. Zanim jednak pokuszę się o definicję, czym jest ciekawość, chcę cię uczulić na formalne wymogi stawiane psychoterapeucie, niezależnie od nurtu terapii. Odsyłam do wpisu „Szukam psychologa czy psychoterapeuty…” , gdzie opisuję konieczny przebieg rozwoju zawodowego. To ważne informacje wobec braku ustawy o zawodzie psychoterapeuty, przynajmniej kiedy to piszę we wrześniu 2025 roku – pytaj o nie wprost, jeśli nie są jasne, bez wstydu czy obawy, że to nieeleganckie, niekulturalne, czy jakie tam.

Natomiast co i jak ciekawi pacjenta w samym psychoterapeucie to sprawa dużo bardziej złożona i wielowarstwowa. Powiedziałabym, że z perspektywy psychoanalitycznej to jak szkatułkowa opowieść – skrywa wiele warstw psychiki i historii życia, i związków z najważniejszymi dla niego ludźmi. Pokażę ci, jak można czytać tę powieść. Więc trochę tła teoretycznego na początek.

Ciekawość jest wrodzona

W klasycznej psychoanalizie uważa się ciekawość za pochodną libido, czyli popędu do życia, a wyraża się ona od najwcześniejszego dzieciństwa poprzez podstawowe zachowania dziecka – patrzenie i dotykanie. W „studiach nad histerią” Sigmund Freud zauważył, że wiele problemów psychologicznych dorosłych tak naprawdę brało się z tego, że w dzieciństwie tłumili swój naturalny rozwój, czyli ciekawość – ciałem, fantazjami skąd się biorą dzieci, co i jak robią razem rodzice w sypialni, itp. Zgodnie z ujęciem brytyjskiej psychoanalityczki Melanii Klein, ciekawość nie pojawia się w życiu dopiero w fazie rozwoju seksualnego, tak jak sądził Freud, ale ma swoje korzenie już we wczesnym, przedwerbalnym okresie niemowlęcym.

Klein uważała, że ciekawość nie jest wyłącznie popędem seksualnym, ale ma w sobie również naturę agresywno-sadystyczną. Badając najwcześniejsze stany umysłu niemowląt podkreślała, jak wiele pobudzenia i intensywnych uczuć wywołuje w nich zbliżenie i oddalenie od matki, takie zgodne z rutyną codziennego życia. To w tym rytmie tworzy się w swojej najbardziej pierwotnej, dziecięcej formie ciekawość ze swoją agresywną siłą. Klein uważała ją za sposób na poradzenie sobie z bolesnym oddzieleniem od matki (czyli od „obiektu”), a dzięki „zdobytej wiedzy” można obiekt/ matkę posiąść i kontrolować. Przekładając to na język terapii – natrętne lub uporczywe pytania pacjenta nie są tylko prośbą o informację. Są one wyrazem prymitywnego stanu umysłu, w którym pacjent próbuje kontrolować terapeutę (traktowanego jako obiekt) i uciec od bolesnej świadomości odrębności i oddzielenia (bo przecież miło jest być podobnym, zgadzać się ze sobą, myśleć tak samo, itp.). Takie pytanie jest więc agresywną próbą wypełnienia luki, której pacjent nie jest w stanie znieść.

A jak więc dochodzimy w rozwoju do zdrowej ciekawości, czyli zdolności dorosłego do rozwoju? Wyjaśnia to Wilfred Bion i jego koncepcja „pomieszczające/pomieszczane” (ang. container/ contained). To nic innego jak cudowny, a zarazem zupełnie zwyczajny proces, w którym matka/opiekun przetwarza i przekształca surowe i nieprzetworzone doświadczenia emocjonalne dziecka. Mówiąc prościej – niemowlę doznając pierwotnego lęku daje o nim znać poprzez płacz i wiercenie się, a opiekun, o bardziej rozwiniętym umyśle, odbiera tę projekcję, czyli „pomieszcza”. Dzięki temu procesowi dziecko uczy się, że bolesne stany można przetrwać. Uczy się, że ciekawość i pragnienie nie musi służyć do agresywnego „pożerania” drugiego człowieka, bo istnieje bezpieczna przestrzeń, w której można ją po prostu odczuwać. To pomaga dziecku rozwinąć własną, wewnętrzną zdolność do radzenia sobie z trudnymi emocjami i z rzeczywistością

Ciekawość jako fundament zdrowia psychicznego

I właśnie ten proces stanowi fundament rozwojowy dla pacjenta, a dokładniej: kiedy nasze naturalne dążenie do poznawania rozwija się z nami i dojrzewa, przestaje być siłą zaborczą i niszczącą, a staje się narzędziem służącym do rozwoju. Dzięki ciekawości komunikujemy się z innymi, uczymy się poprzez doświadczenie i dostrzegamy, że druga osoba jest kimś innym, odrębnym a to, co pomiędzy nami, jest w jakimś sensie pobudzające czy emocjonujące. Ujmując to syntetyczniej – podążając za naszą ciekawością i aktywnie z niej korzystając doświadczamy różnicy między tym, co wewnętrzne a tym, co zewnętrzne: ja i nie ja, znane i nieznane. Ten proces, czyli dojrzałe „zawieranie” ciekawości i trudnych emocji, jest absolutnie kluczowy dla rozwoju silnego poczucia siebie i świadomej zdolności do myślenia symbolicznego. Co to oznacza w praktyce? To umiejętność przekształcania surowych emocji i chaotycznych doświadczeń w myśli, słowa i obrazy, które możesz przemyśleć i zrozumieć. Właśnie ta zdolność do myślenia symbolicznego jest materiałem, z którego buduje się poczucie sensu i wgląd, czyli głębokie, psychologiczne zrozumienie siebie i swoich doświadczeń. Bez tej zdolności przeżycia pozostałyby jedynie bezładnym, trudnym do zniesienia stanem emocjonalnym.

dziewczyna na kanapie z rękami opartymi o czoło rozmawia z inną kobietą naprzeciwko
oryginalne zdjęcie Anthony Shkraba z Pexels, stylizowane przez AI

I bardzo często skutki braku owej zdolności przyprowadzają na konsultacje: osoba cierpi na bezsenność, wybucha gniewem lub ciągle płacze i nie wie, dlaczego. Ba! Często nawet nie potrafi opisać szerszego kontekstu tych przeżyć i ich znaczeń. Więc psychoterapia jest po to, by rozbudzić w pacjencie naturalną ciekawość nim samym i nauczyć go, jak się nią posługiwać. Bo prawdziwa psychoterapia to nie „gromadzenie wiedzy”, ale raczej budowanie czy wzmacnianie w pacjencie psychicznej elastyczności, wspierając jego autonomię i wgląd. I wymaga to więcej niż kilku tygodni czy miesięcy. A w tym czasie pacjenta nurtuje lub wkurza brak odpowiedzi czy wskazówek i zadaje sobie pytanie…..

Dlaczego terapeuta nie odpowiada wprost lub milczy?

Zdaniem Freuda terapeuta miał być „pustym ekranem” – neutralnym i anonimowym, i powinien jak najmniej mówić o sobie, aby pacjent mógł bez przeszkód projektować na niego swoje uczucia, fantazje i lęki z przeszłości (zjawisko to nazywane jest przeniesieniem). Pacjent, nie mając żadnych faktów, naturalnie wypełniał luki własnymi założeniami, opartymi na wcześniejszych, kluczowych relacjach, zwłaszcza z dzieciństwa. W ten sposób ciekawość pacjenta nie była zaspokajana, ale celowo wzmacniana, by stała się narzędziem do analizy. Z czasem jednak ten pogląd zaczął ewoluować, uwzględniając więcej aspektów pracy terapeutycznej. Terapeuta przestał być postrzegany jako bezstronny obserwator, a stał się „współuczestnikiem” w procesie, włączając jego emocjonalny odbiór pacjenta. Nowoczesna psychoanaliza traktuje te reakcje nie jako przeszkodę, ale jako cenne dane do analizy. Zatem, kiedy pacjent, na przykład, zadaje natrętne pytania, terapeuta nie musi milczeć. Może zadać sobie pytanie, co czuje w reakcji na te pytania? Czy przyparty do muru, poddany presji? Zamiast na nie odpowiadać, terapeuta może użyć swojej reakcji jako punktu wyjścia do zrozumienia, jakie emocje pacjent nieświadomie w nim wywołuje, bo inaczej nie potrafi tego przekazać. W ten sposób ciekawość i projekcje pacjenta stają się bogatym materiałem do wspólnego odkrywania, w jaki sposób pacjent buduje relacje w świecie zewnętrznym. Na przykład terapeuta, który odczuwa nieprzyjemne poczucie presji lub irytacji wywołane ciągłymi, dociekliwymi pytaniami pacjenta, może ostatecznie odkryć „subtelne, nieświadome prowokacje pacjenta, które irytują i odpychają innych”, przez co pacjent czuje się samotny i odizolowany. Albo też niezwykle natrętne pytanie może być nieświadomą próbą pacjenta, by „pozbyć się” przerażającej części swojego umysłu i przenieść ją na terapeutę. Terapeuta może wówczas odczuwać podobny niepokój lub poczucie osaczenia, nie wiedząc, dlaczego. Zadaniem terapeuty nie jest odgrywanie tej projekcji, lecz jej odbiór, zrozumienie i przetworzenie, tak aby można było ją zinterpretować, jakoś wspólnie odczarować jej nieświadomą siłę. Proces ten wymaga od terapeuty tolerowania projekcji pacjenta, bycia bionowskim „pomieszczającym”, a następnie przekazania pacjentowi tego doświadczenia w sposób, który pomoże mu zrozumieć, co nieświadomie robił. W ten sposób doświadczanie  emocjonalne terapeuty staje się jego narzędziem diagnostycznym, nieoceniony, by zrozumieć, jak to jest być odbiorcą nieświadomej dynamiki pacjenta.

Jak zrozumieć swoją ciekawość?

W terapii zastanawianie się, co terapeuta myśli na dany temat to najczęściej wymyk, by uniknąć przyglądania się sobie. A rolą terapeuty jest przekształcać nawet intruzywne pytania wprost pacjenta (czyli szukania informacji na zewnątrz) w takie ku jego wnętrzu – skłaniając do refleksji i badania swego wnętrza. Zazwyczaj im dłuższy proces terapeutyczny, tym zainteresowanie pacjenta wskazówkami z zewnątrz maleje. I koniecznie trzeba to podkreślić, że na początku pracy terapeutycznej to naturalna prośba o drogowskaz, jak radzić sobie z niewiedzeniem i jego psychiczną niewygodą. Potrzeba czasu, żeby się z tym oswoić i z pewnością w terapii ciekawość nie jest oznaką bycia „złym pacjentem” czy przekraczania granic, jak też brak bezpośrednich odpowiedzi terapeuty nie jest oznaką braku kultury czy dziwaczności.

I co zrobić z tym rozumieniem?

Nie gaś w sobie ciekawości drugim człowiekiem! Daj jej wyraz i pozwól terapeucie robić swoją robotę. Możesz też samodzielnie przyjrzeć się, co konkretnie i w jakim momencie wzbudza twoje zainteresowanie i zamiast skupiać się na życiu czy poglądach terapeuty, zwróć uwagę, jakie uczucia czy nastrój towarzysz twoim domysłom. Co ci da odpowiedź? Te uczucia czy reminiscencje to najcenniejsze informacje, bo przecież ostatecznym celem procesu terapeutycznego nie jest lista faktów na temat terapeuty, ale rozwijanie autentycznego samopoznania, odporności emocjonalnej i silniejszego poczucia własnej wartości.

Podsumowując, ciekawość to nieodłączny element ludzkiej psychiki i kluczowy motor naszego rozwoju. W terapii psychoanalitycznej twoja ciekawość, zwłaszcza ta dotycząca terapeuty, jest czymś więcej niż tylko pytaniem. Jest to cenna informacja o tobie samym, o twoich nieświadomych pragnieniach, lękach i sposobach budowania relacji. Zamiast szukać odpowiedzi na zewnątrz, prawdziwa praca polega na skierowaniu tego spojrzenia do wewnątrz. W ten sposób, z pomocą terapeuty, przekształcasz surowe emocje w myśli, a chaos w zrozumienie. Dzięki temu budujesz odporność, wzmacniasz swoje poczucie wartości i zyskujesz zdolność do tolerowania „niewiedzy” – bo w końcu to właśnie ona pozwala na prawdziwy rozwój.

Leave a Reply